niedziela, 11 marca 2012

day in paradise









niesamowity dzień. wczorajszy.



Patrzyłam na niego, jak na największy cud świata. Dziękowałam, że mogę tu teraz z nim być.
Chciałam tego, tak bardzo tego pragnęłam. Chciałam być tylko szczęśliwa. On byłby jedyną rzeczą, jaka pozwoliłaby mi powiedzieć, że moje życie jest kurewsko piękne.

Ale to był tylko sen.


czwartek, 1 marca 2012






męcze jakimiś starociami.


Nadeszło ciepło. Słońce. Wybiegłam na przerwie na szluga bez kurtki. Czułam, że idą wakacje.
ALE POTEM. wszystko wróciło. pierwszy raz, aż tak płakałam widząc to, co było za oknem.

ps : już niedługo dam link do nowego bloga :)